(niemieckie wydanie oryginalne)
Polskie tłumaczenie czterech kazań Josepha Ratzingera z 1981 roku o stworzeniu i upadku,
„Na początku Bóg Stworzył…“
ukazało się
w 2006 roku (Wydawnictwo Salwator Kraków 2006 ISBN: 83-60082-68-5).
(SPIS TREŚCI)
Z tej książeczki wybrałem poniższe cytaty. Fragmenty tekstu na moje potrzeby dodatkowo wyróżniłem.
Strona 16 | powrót | góra strony | dół strony |
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. ... A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień czwarty (Rdz 1, 1-19).
Te słowa, którymi rozpoczyna się Pismo Święte, sprawiają na mnie zawsze wrażenie świątecznego bicia wielkiego, starego dzwonu, który z daleka porusza serce swoim pięknem i godnością oraz pozwala przeczuć coś z tajemnicy tego, co wieczne. Dla wielu z tymi słowami łączy się wspomnienie pierwszego spotkania ze Świętą Księgą Boga, z Biblią, którą otworzono na tym miejscu i która wyprowadziła nas z naszego małego, dziecięcego świata, ujęła swoją poezją i pozwoliła przeczuć coś z niezmierzonego wymiaru stworzenia i Stworzyciela. Na słowa te patrzymy jednak zarazem z pewną nieufnością. Są znane i piękne, ale czy również prawdziwe?
Wszystko wydaje się przemawiać przeciwko ich prawdziwości, gdyż wyobrażenia, o których przed chwilą czytaliśmy, zostały dawno porzucone przez naukę: idea świata przejrzystego w czasie i przestrzeni, czy idea, według której świat został zbudowany stopniowo w ciągu siedmiu dni. Mówi się o pierwotnym wybuchu przed wieloma miliardami lat, od którego rozpoczęło się i wciąż trwa rozszerzanie się kosmosu. Gwiazdy nie zostały pozawieszane po kolei, nie tak powstały rośliny. Wszechświat i ziemia stały się takimi, jakimi je dzisiaj znamy, na krętych drogach w ogromnych odstępach czasu. Czy zatem wszystko to nie jest już prawdziwe?
Strony 17 i 18 | powrót | góra strony | dół strony |
Rzeczywiście, niedawno jeden z teologów powiedział, że pojęcie stworzenia stało się czymś nierealnym.
Ktoś, kto jest intelektualnie szczery, nie powinien mówić o stworzeniu,
lecz wyłącznie o mutacji i selekcji. Czy zatem słowa Księgi Rodzaju jeszcze obowiązują?
A może wraz z całym Słowem Bożym, z całym objawieniem biblijnym zostały przeniesione do sfery snów z dzieciństwa ludzkości, snów, do których być może tęsknimy, ale nie możemy do nich powrócić, gdyż to oznaczałoby życie nostalgią. Czy istnieje jednak jakaś pozytywna odpowiedź, którą możemy przyjąć również w naszym czasie?
Pierwsza próba odpowiedzi została opracowana już dawno, wówczas gdy powoli krystalizował się naukowy obraz świata. Prawdopodobnie wielu z nas spotkało się już z nią na lekcjach religii. Brzmi ona tak: Biblia nie jest podręcznikiem nauk przyrodniczych ani nie chce nim być. Jest księgą religijną i dlatego nie można z niej czerpać informacji naukowych, nie można dowiedzieć się, jak z naukowego punktu widzenia wyglądało stworzenie świata; daje nam ona bowiem tylko wiedzę religijną.
Wszystko inne jest obrazem, sposobem na to, aby przybliżyć człowiekowi to, co jest głębsze i istotniejsze. Trzeba odróżnić między przedstawiającą formą i przedstawioną treścią. Forma została zaczerpnięta z tego, co było zrozumiałe w ówczesnym czasie, z obrazów, którymi żyli ówcześni ludzie, którymi myśleli i w których się wyrażali. W nich mogli zrozumieć to, co większe i istotniejsze. I tylko to, co istotniejsze, na co wskazują obrazy, jest tym, o co,chodzi, co pozostaje. Pismo Święte nie opowiada nam, w jaki sposób powstawały rośliny, jak ukształtowały się słońce i księżyc i gwiazdy, lecz ostatecznie chce nam powiedzieć tylko jedno: Bóg stworzył świat. Świat nie jest, jak sądzili ówcześni ludzie, chaosem walczących ze sobą sił, nie jest mieszkaniem demonicznych mocy, przed którymi człowiek musi się bronić. Słońce i księżyc nie są bóstwami, które panują nad człowiekiem, a nieba nie zamieszkują zmagające się ze sobą bożki, lecz wszystko pochodzi wyłącznie z jednej mocy, z wiecznego rozumu Boga, który poprzez słowo stał się mocą stwórcza. Wszystko pochodzi od Bożego słowa, od tego samego słowa, z którym spotykamy się w wydarzeniu wiary. W ten sposób ludzie, którzy dowiedzieli się, że świat pochodzi od Bożego słowa, nie tylko przestali się bać bożków i demonów; świat otworzył się na rozum, który wznosi się ku Bogu, a człowiek bez obawy mógł wyjść na spotkanie Boga. Słowa te były prawdziwym oświeceniem, które usunęło bożki i tajemnicze moce i pozwoliło człowiekowi na poznanie, że „na całym świecie“ istnieje tylko jedna moc, „a my jesteśmy w jej rekach“: żyjący Bóg. Te moc, która stworzyła ziemie i gwiazdy, te sama moc, która wszystko utrzymuje w istnieniu, spotykamy w Słowie Pisma Świętego. W Słowie tym dotykamy pierwotnego żywiołu świata, prawdziwej mocy nad mocami[1].
Strona 20 | powrót | góra strony | dół strony |
Całe Pismo Święte nie jest rodzajem powieści czy podręcznika, napisanym za jednym razem od początku do końca; jest raczej echem dziejów Boga z Jego ludem. Wyrosło ze zmagań i z dróg tych dziejów; możemy rozpoznać ich wzloty i upadki, cierpienia, nadzieje, wielkość i małość. W ten sposób Biblia jest wyrazem zmagań, w których Bóg chce się objawić człowiekowi, a jednocześnie zmagań, w których człowiek chce się zbliżyć do Boga.
Strona 35 | powrót | góra strony | dół strony |
Nie oznacza to jednak, że poszczególne stwierdzenia tekstu biblijnego tracą swój sens, a ważność zachowuje jedynie ten suchy ekstrakt. Również one wyrażają prawdę, oczywiście w inny sposób niż to jest w fizyce czy w biologii. Są prawdą na wzór symbolu - tak jak gotycki witraż w grze kolorów pozwala nam na odkrycie czegoś głębszego. Chciałbym tu wskazać na dwa elementy. Po pierwsze: dla biblijnej opowieści o stworzeniu charakterystyczne są liczby, nie wyrażające matematycznej struktury świata, lecz niejako tworzące wewnętrzny wzór jego konstrukcji, ideę, wedle której został zbudowany.
Strona 36 | powrót | góra strony | dół strony |
W opowieści o stworzeniu znajdujemy bowiem nie tylko rytm wyznaczony liczbą siedem i jego kosmiczne znaczenie. Rytm ten służy raczej jeszcze głębszemu stwierdzeniu: Stworzenie zmierza do szabatu, który jest znakiem przymierza między Bogiem a człowiekiem. Za chwilę zastanowimy się nad tym bliżej. Na razie, w przybliżeniu, możemy powiedzieć: stworzenie jest tak skonstruowane, że skierowane jest ku godzinie adoracji. Stworzenie zostało dokonane, aby było obszarem adoracji. Spełnia się, wypełnia swoje przeznaczenie, jeśli wciąż na nowo jest przeżywane w odniesieniu do adoracji. Stworzenie istnieje ze względu na adorację. Opus Dei nihil praeponatur - mówi w swej regule św. Benedykt: „Niczego nie należy przedkładać ponad służbę Bożą“. Nie jest to wyraz egzaltowanej pobożności, lecz czyste, trzeźwe zastosowanie opowieści o stworzeniu i jej przesłania do naszego życia. Adoracja jest właściwym centrum, poruszającą i porządkującą wewnętrzną siłą; w rytmie gwiazd i w rytmie naszego życia. Rytm naszego życia jest właściwy, jeśli jest przeniknięty adoracją.
Wiedziały o tym wszystkie ludy. We wszystkich kulturach opowieści o stworzeniu mówią ostatecznie o tym, że świat istnieje dla kultu, dla uwielbienia Boga. Ta jedność kultur w tym, co dotyczy najgłębszych pytań ludzkiej egzystencji, jest czymś cennym.
Strony 67-68 | powrót | góra strony | dół strony |
Można tu przypomnieć słowa francuskiej Żydówki Simone Weil, która swego czasu powiedziała: „Dobra doświadczamy tylko wówczas, gdy je czynimy… Gdy czynimy zło nie znamy go, gdyż unika światła“. Dobro poznajemy tylko wówczas, gdy je czynimy. Zło poznajemy tylko wówczas, gdy go nie czynimy.
Strona 70 | powrót | góra strony | dół strony |
Wąż był w ówczesnej religijności symbolem mądrości, która panuje nad światem, oraz płodności, w której człowiek zanurza się w boski tryb życia, utożsamiając się na chwilę z jego boską mocą.
Strony 72-73 | powrót | góra strony | dół strony |
Wszelka produkcja okropności, której nasilanie się obserwujemy dzisiaj z przerażeniem i ostatecznie z poczuciem bezsilności, ma taką właśnie wspólną podstawę. Skutki tej zasady powinny nam jednak pokazać, że jest ona oszustwem szatana, który chce zniszczyć świat i człowieka. Powinniśmy uznać, że człowiek nigdy nie może się zamknąć w czystej przestrzeni sztuki. Dlatego on sam, stworzenie, jego dobro i zło są zawsze obecne jako jego miara, a kiedy człowiek odrzuca tę miarę, oszukuje sam siebie. Nie wyzwala się, lecz przeciwstawia się prawdzie. A to oznacza, że niszczy siebie i świat.
Strona 73 | powrót | góra strony | dół strony |
Człowiek nie chce być stworzeniem, nie chce być zależny, nie chce mieć miary. Swoją zależność od Bożej miłości interpretuje, jako poddanie, a poddanie jest niewolą; z niewoli trzeba się wyzwolić. Dlatego człowiek sam chce być bogiem. Jeśli tego próbuje, wszystko się zmienia. Zmienia się relacja człowieka do samego siebie, zmienia się jego relacja do innych ludzi: Dla tego, kto chce być bogiem, również drugi człowiek staje się granicą, konkurentem, zagrożeniem. Relacja z innymi staje się relacją wzajemnego oskarżenia i walki, jak to po mistrzowsku przedstawia opowieść z Księgi Rodzaju w rozmowie między Bogiem a Adamem i Ewą (por. Rdz 3, 8-13).
Strona 74 | powrót | góra strony | dół strony |
W opowieści z Księgi Rodzaju, która jest przedmiotem naszej medytacji, ten opis istoty grzechu zawiera jeszcze jeden ważny element. Grzech nie jest tu opisany jako abstrakcyjna możliwość, lecz jako fakt, jako grzech określonej osoby - Adama, który znajduje się u początku ludzkości i od którego rozpoczynają się dzieje grzechu.
Opowieść mówi nam, że grzech rodzi grzech, dlatego wszystkie grzechy historii są ze sobą powiązane. Ten stan rzeczy teologia opisuje przez pojęcie „grzechu pierworodnego“, które z pewnością nie jest dokładne i może prowadzić do nieporozumień.
Co ono oznacza? Twierdzenie o grzechu pierworodnym wydaje się nam dzisiaj dziwne, a nawet absurdalne, gdyż wedle naszych przekonań wina może być tylko winą osobistą, gdyż Bóg nie jest władcą obozu, w którym wszyscy są ze sobą powiązani, lecz jest Bogiem miłości, który każdego woła po imieniu. Jak zatem powinniśmy rozumieć grzech pierworodny?
Strona 75 | powrót | góra strony | dół strony |
Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy ponownie spróbować lepiej zrozumieć człowieka. Musimy uświadomić sobie, że nikt nie jest zamknięty w sobie, że nikt nie żyje z siebie i dla siebie. Nasze życie - nie tylko w chwili narodzin, lecz także każdego dnia - jest nam dawane z zewnątrz, od innych, od tego, co nie jest naszym „Ja“, a jednak należy do nas. Człowiek posiada swoje „Ja“ nie tylko w sobie, ale i poza soba: istnieje w tych, których kocha i dla których żyje. Człowiek jest relacją i swoje życie, siebie samego posiada tylko na sposób relacji. Sam nie jestem jeszcze soba, jestem sobą w „Ty“ i dzięki „Ty“. Być prawdziwie człowiekiem oznacza pozostawać w relacji miłości, być z innych i dla innych. Grzech oznacza natomiast naruszenie lub zniszczenie relacji. Grzech jest zaprzeczeniem relacji, gdyż chce z człowieka uczynić boga. Grzech jest zerwaniem relacji, jej zakłóceniem i dlatego nie jest zamknięty w pojedynczym „Ja“. Jeśli niszczę relacje, to ten proces - grzech - dotyczy też innych, dotyczy całości. Dlatego grzech jest zawsze zgrzeszeniem, obejmuje zawsze również innych, zmienia i zakłóca bieg świata. Stąd też możemy powiedzieć, że jeśli sieć relacji ludzkiego bycia od początku została zakłócona, to odtąd każdy człowiek wchodzi w świat, który jest naznaczony tym zakłóceniem. Z człowieczeństwem, które jest dobre, wkracza w zakłócony przez grzech świat. Każdy z nas wchodzi w splot relacji, w którym poszczególne relacje są zafałszowane. Dlatego każdy z nas od samego początku żyje w zakłóconych relacjach, nie otrzymuje ich w takiej formie, jaka powinny mieć. Sięga po niego grzech, a on włącza się w jego działanie. Dlatego też jest jasne, że człowiek nie może wyzwolić się sam. Nieprawda jego bycia polega na tym, że chce być sam dla siebie. Odkupionymi, to jest wolnymi i prawdziwymi możemy być tylko wtedy, gdy przestaniemy chcieć być bogiem, gdy zrezygnujemy
Strona 76 | powrót | góra strony | dół strony |
z szaleństwa autonomii i samowystarczalności. Możemy jedynie zostać wyzwoleni, czyli stajemy się soba, gdy otrzymujemy i przyjmujemy prawdziwe relacje. Nasze międzyludzkie relacje zależą jednak od tego, czy miara bycia stworzonym jest wszędzie obecna - i na tym właśnie polega zakłócenie. Ponieważ relacja bycia stworzonym jest zakłócona, dlatego tylko sam Stwórca może być naszym Odkupicielem. Odkupieni możemy zostać tylko wtedy, gdy Ten, od kogo się odcięliśmy, na nowo wyjdzie nam naprzeciw i wyciągnie ku nam rękę. Odkupienie oznacza bycie kochanym i tylko miłość Boga może oczyścić ludzką miłość, odnawiając od podstaw zakłóconą sieć relacji.
Dlatego grzech jest zawsze zgrzeszeniem, obejmuje zawsze również innych, zmienia i zakłóca bieg świata.
Odkupienie oznacza bycie kochanym i tylko miłość Boga może oczyścić ludzką miłość, odnawiając od podstaw zakłóconą sieć relacji.
Strona 77 | powrót | góra strony | dół strony |
Jezus przemierza odwrotną drogę niż Adam. W przeciwieństwie do Adama On rzeczywiście jest „jak Bóg“. Ale owo „bycie-jak-Bóg“, tożsamość z Bogiem, jest byciem Synem, a tym samym jest w pełni relacją. Dlatego Ten, kto rzeczywiście jest „jak Bóg“, nie trzyma się kurczowo swojej autonomii, nie chce zniesienia granic dla swoich sprawności i swoich zachcianek. Idzie odwrotną drogą: staje się zależny, staje się sługą. Ponieważ nie idzie drogą władzy, lecz miłości, może zstąpić aż do kłamstwa Adama, aż do śmierci i tam odnowić prawdę, dać życie.
Dlatego Chrystus jest nowym Adamem, z którym bycie człowiekiem rozpoczyna się na nowo. Z istoty jest On relacją i byciem w relacji: Synem - dzięki Niemu relacje stają się znów właściwe. Jego rozciągnięte ramiona są otwartą relacją, która jest dla nas zawsze dostępna. Dlatego krzyż, miejsce Jego posłuszeństwa, staje się prawdziwym drzewem życia. Jak pisze św. Jan w Ewangelii, Chrystus jest przeciwieństwem węża (por. J 3,14).
Strona 90 | powrót | góra strony | dół strony |
Znamienne jest tu stwierdzenie Ernsta Blocha: Materialista umiera, „jak gdyby miał istnieć przez całą wieczność. To znaczy: Już wcześniej przestał traktować poważnie swoje «Ja», miał świadomość klasową“ 40. Własna świadomość zostaje włączona w świadomość klasową, w której ważne są nie indywidualne cierpienia, lecz jedynie logika systemu, przyszłość, w której człowiek zostanie uwolniony od stworzenia przez swoje własne działanie: przez pracę41.
- Stworzenie definiowane jest jako zależność, jako pochodzenie ab alio. Jego miejsce zajmuje kategoria samostwarzania, które dokonuje się przez pracę42. Ponieważ stworzenie jest zależnością, a zależność sprzeciwia się wolności, dlatego stoi w sprzeczności z podstawowym nurtem myśli Karola Marksa. Marks nie może zaprzeczyć temu, że logicznie trudno jest pozbyć się idei pochodzenia ab alio. Nie można jej znieść bezpośrednio, lecz jedynie w kontekście systemu. To, że człowiek zadaje takie pytania, jest już oznaką opaczności jego sytuacji: „Porzuć twoją abstrakcje, a porzucisz również twoje pytanie“, „Nie myśl, nie pytaj mnie“43. W tym właśnie miejscu załamuje się logika systemu marksistowskiego: stworzenie jest jego właściwym przeciwieństwem i zarazem punktem, w świetle którego wyzwolenie to okazuje się przekleństwem, sprzeciwem wobec prawdy. Decydującą opcję, która leży u podstaw całego myślenia Karola Marksa, stanowi ostatecznie protest
Strona 91 | powrót | góra strony | dół strony |
przeciw zależności, którą jest stworzenie: jest nienawiścią
wobec życia, z którym mamy do czynienia. Ta postawa jest
też najsilniejszym bodźcem marksistowskiego myślenia
i marksistowskiej praxis.
W świetle tego, co dotąd powiedzieliśmy, pojęcie stworzenia jawi się jako decydujący punkt, w którym krzyżują się drogi ducha. Ten jednak, kto próbuje do niego dzisiaj nawiązać, będzie musiał stwierdzić, że w różnorodny sposób zostało ono ukryte i że może na nowo oddziaływać tylko wówczas, gdy zostanie z niego wydobyte. a) Pojęcie stworzenia zostało przesłonięte przez naukowe pojęcie przyrody, które „naturę“ pojmuje wyłącznie w sensie przedmiotu nauk przyrodniczych, a każdy inny sens tego słowa uznaje za bezsens. Dlatego oparta na idei stworzenia argumentacja odwołująca się do „prawa naturalnego“, do „natury“ człowieka trafia w pustkę czy nawet wydaje się bezsensowna, jawi się jako relikt archaicznego pojmowania natury: Fizykalno-chemiczna struktura człowieka nie pozwala na wyprowadzanie żadnych twierdzeń w sensie tradycyjnej teologii moralnej, nie mówi niczego o etyce, co najwyżej o granicach tego, co da się zrobić, tak że w jej świetle to, co moralne, utożsamia się z tym, co wykonalne. Takie pojęcie natury próbuje się zastąpić pojęciem natury zaczerpniętym z badań nad zachowaniem. A. Portmann słusznie zwrócił jednak uwagę na to, że człowiek nie ma tego rodzaju natury; Portmann mówi o „naturalnej sztuczności“ form społecznych i kulturowych: dla form ludzkiego życia społecznego „od języka do państwa, od
Strona 92
uporządkowania relacji płciowych do wychowywania potomstwa“ charakterystyczne jest to, że wszystkie „należą do
dziedziny decyzji“44. Oczywiście, jeśli alternatywy do rozumianej w sensie badań nad zachowaniem naturalności jest
sztuczność, a decyzja jest nieunikniona, to na nowo pojawia się pytanie o to, czy decyzja odwołuje się do jakiegoś kryterium
czy też człowiek jest „skazany“ - w sensie Sartre'a - na
pozbawioną formy wolność, w której musi dopiero siebie
„wynaleźć“; takie rzucenie się w nicość jest nieuniknione,
jeśli pomiędzy naturą a sztucznością nie da się rozpoznać
metafizycznego pośrednictwa stworzenia.
b) Reakcja antytechnicznego resentymentu, która pojawia się już u J. Rousseau,
przemieniła się w tym czasie w resentyment przeciw samemu człowiekowi, uznawanemu za
chorobę przyrody: owa wykraczająca poza ścisłą obiektywność, jak i poza oczywistość przyrody istota w rzeczywistości - twierdzi się - zakłóca jej piękną równowagę. Chorobą człowieka jest duch i jego następstwo - wolność. Duch
i wolność są chorobą przyrody: przyroda, człowiek powinny się od nich wyzwolić
- człowiek powinien zostać uzdrowiony ze swego człowieczeństwa, aby powrócić do równowagi.
Lévi-Strauss szedł w tym kierunku, wychodząc od etnologii,
Skinner - wychodząc od psychologii45; obydwie te próby na
płaszczyźnie nauki są wyrazem nastroju, który staje się coraz powszechniejszy i w różnych
formach nihilizmu staje się coraz większą pokusą dla młodzieży Zachodu.
c) Istnieje również teologiczna forma ukrycia pojęcia stworzenia, która prawdopodobnie pozostaje w przyczynowym
Strona 93 | powrót | góra strony | dół strony |
związku z pozostałymi dwiema formami: wówczas gdy
ze względu na łaskę przyroda zostaje poniżona, pozbawiona
tego, co do niej należy i niejako wchłonięta przez łaskę. Trzeba by tu przypomnieć zdanie z Pierwszego Listu do Koryntian: „Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe było potem“ (15,46). Istnieje kolejność
kroków, której nie można zastąpić monizmem łaski. Sądzę,
że należałoby rozwinąć chrześcijańską pedagogikę, która
przyjmuje stworzenie jako konkretny wyraz dwubiegunowości jednej wiary. Nie można nigdy robić drugiego kroku
przed pierwszym: najpierw to, co psychiczne, potem to, co
duchowe - tam, gdzie pominie się te kolejność, zaprzecza się stworzeniu, a tym samym pozbawia się łaskę podstawy.
Bezinteresowność, która chce znieść własne „Ja“, gubi nie
tylko „Ja“, ale i „Ty“. Poniżenie stworzenia nie może nigdy
stać się nośnikiem łaski, lecz jedynie odium generis humani,
gnostyckiego konfliktu ze stworzeniem, który ostatecznie
nie chce i nie może chcieć żadnej łaski47. Chrześcijańskie
pojecie miłości, które jest autentycznym centrum chrześcijaństwa i przeciwieństwem gnozy, w chrześcijańskiej
pedagogice i w egzaltowanych teoriach chrześcijaństwa
bywał niejednokrotnie miejscem, w którym dokonywała się negacja stworzenia, co prowadziło do przekształcenia go
w jego własne przeciwieństwo. Chrześcijańska miłość jako
Strona 94 | powrót | góra strony | dół strony |
wiara w Stwórcę musi zarazem obejmować przyjęcie mnie samego jako stworzenia oraz miłość do stworzenia we mnie
samym, dając mi wolność przyjęcia mnie samego jako jednego z członków ciała Chrystusa...
To samo dotyczy pokuty: jest ona nośnikiem „tak“ i staje się swoim zaprzeczeniem, jeśli przemienia się w nienawiść do siebie samego.
Po tym, co dotąd powiedzieliśmy, możemy teraz zdefiniować te istotne elementy odróżniające dwie podstawowe opcje, z którymi - oczywiście w wielu odmianach - mamy tu do czynienia. Przy całej różnorodności, która tak bardzo utrudnia ujęcie duchowego krajobrazu teraźniejszości, wydaje mi się, że ostatecznie mamy przed sobą dwa modele: jeden chciałbym nazwać gnostyckim, a drugi chrześcijańskim. Wspólne sedno gnozy we wszystkich jej konkretnych odmianach widzę w odrzuceniu stworzenia. Owo sedno wyraża się następnie w różnych gnostyckich modelach, w tym, że tajemnice cierpienia, wstawiennictwa, miłości zostają w nich odrzucone na rzecz opanowywania świata i życia przez wiedze. Miłość wydaje się tu nazbyt niepewna, aby można było na niej oprzeć życie i świat. Rzeczywiście, jesteśmy wówczas zdani na to, co nieobliczalne i niemożliwe do wymuszenia, na to, czego człowiek nie może zrobić sam, lecz czego może tylko oczekiwać i co może tylko otrzymać. To, co oczekiwane, może jednak nie nadchodzić, ustawicznie mnie uzależnia, jawi się jako czynnik ryzyka i niepewności, nad którym nie mogę zapanować. Mogę zostać oszukany i wówczas jestem całkowicie bezradny. Tym samym piękna obietnica miłości przemienia się w nieznośne poczucie zależności,
Strona 95 | powrót | góra strony | dół strony |
bezbronności. To wszystko trzeba usunąć, nie można się bowiem na tym oprzeć. Oprzeć się można na tym, czym możemy dysponować, na wiedzy, która daje władze nad światem
i która jako przejrzysty system jest obliczalna. W gnostyckim
obrazie świata - starożytnym lub nowożytnym - stworzenie
jawi się jako zależność, a Bóg jako podstawa zależności. Jest
to niejako istota Boga, Jego definicja i powód, dla którego
gnoza nie może być neutralna w sprawie Boga, lecz musi
prowadzić antyteistyczną walkę. Dlatego opcja gnostyczna
zmierza do wiedzy i działania przez wiedzę jako jedynie
rzetelnego wyzwolenia człowieka; nie może też ufać stworzonemu światu, ale swoje zaufanie pokłada w świecie, który
ma być stworzony i który nie potrzebuje żadnego zaufania,
lecz tylko sprawności.
Opcja chrześcijańska jest dokładnie odwrotna: człowiek
jest zależny i tylko w formie bytowego kłamstwa może temu
zaprzeczać. To jest punkt, na którym opiera się twierdzenie
o aracjonalnym czy też nawet antyracjonalnym charakterze
racjonalizmu marksistowskiego: dla człowieka socjalistycznego, twierdzi Marks, pytanie o źródło „stało się praktycznie niemożliwe“.
Dla Marksa jest ono wyrazem prostej ciekawości: nie trzeba znać źródła, aby być sobą - to, czy świat
został stworzony przez Boga, czy przez przypadek „jest nieważne i nie ma żadnego wpływu na nasze życie“48. Nie,
pytanie to ma wpływ na życie, a gdyby było inaczej, Marks
nie musiałby wkładać tyle wysiłku w jego usuniecie. Trzeba
wyraźnie wskazać na to, że system prowadzi tu do zakazu
stawiania pytań, co więcej, do usunięcia dawnych pytań
podstawowych przez wskazanie na ich rzekome uwarunkowanie społeczne sprowadza się metoda całego tego myślenia, które samo ustanawia granice racjonalności. Kiedy
Strona 96 | powrót | góra strony | dół strony |
w świetle ustanowionego przez siebie wzorca systemowego odróżnia ono pytania dozwolone i niedozwolone, staje się
dogmatycznym zniewoleniem myślenia przez system, któremu dokładnie odpowiada zresztą konkretne wchłoniecie
człowieka przez system (partie).
Powróćmy jednak do naszego punktu wyjścia: człowiek jest zależny. Żyje tylko dzięki innym i dzięki zaufaniu. Zależność nie ma jednak w sobie nic degradującego wtedy, gdy jest formą miłości, gdyż wówczas nie jest już zależnością, nie jest pomniejszeniem tego, co własne, przez konkurencje ze strony innego. To właśnie taka zależność ustanawia to, co własne jako własne i wyzwala je, gdyż istotę miłości wyrażają słowa: „Chce, abyś był“. To ona jest kreatywna, to miłość jest jedynie twórczą mocą, która może powołać do istnienia inne jako inne bez zazdrości i bez obawy o utratę tego, co własne. Człowiek jest zależny - to jest jego pierwotna prawda. Ponieważ tak jest, tylko miłość może go wyzwolić, gdyż tylko ona przemienia zależność w wolność. Jeśli zatem „dla bezpieczeństwa“ człowiek wyklucza miłość, prowadzi to tylko do zniszczenia jego własnego wyzwolenia. Ukrzyżowany Bóg jest jednak dla niego widoczną rękojmią, że stworzenie jest już wyrazem miłości: istniejemy z powodu miłości. Dlatego konstytutywnym elementem chrześcijańskiej wiary jest przyjęcie tajemnicy jako centrum rzeczywistości, to jest przyjęcie miłości i stworzenia jako miłości i życia w świetle tej tajemnicy.
Zarysowanym powyżej alternatywom myślenia odpowiadają dwie postawy jako podstawowe alternatywy życia:
Strona 97 | powrót | góra strony | dół strony |
postawa chrześcijańska jest postawą nie moralnej, lecz bytowej pokory - polega na zaakceptowaniu bytu i siebie jako
stworzonych i zależnych od „miłości“. Chrześcijańskiej pokorze uznania bytu przeciwstawia się dziwacznie odmienna
„pokora“ pogardy dla bytu. Człowiek jest tu ostatecznie niczym, nagą małpą, szczególnie agresywnym szczurem, ale
być może uda nam się coś z niego zrobić... Chrześcijańska nauka o wyzwoleniu nie może się zatem obyć bez nauki
o stworzeniu, opiera się na niej, opiera się na niezmiennym „tak“ wobec stworzenia. Wprowadzona przez nowożytność
zasadnicza alternatywa miłości i wykonania okazuje się
zatem tożsama z alternatywa zaufania do bytu i sceptycyzmu wobec bytu (zapomnienia o bycie, negacji bytu), który
wyraża się jako wiara w postęp, jako Prinzip Hoffnung, jako
zasada walki klas, krótko mówiąc: jako kreatywność przeciwstawiona Creatio, jako tworzenie świata przeciwstawione byciu stworzenia.
W chwili gdy treść tej alternatywy stanie się jasna, widzimy, że myślenie, które przeciwstawia się stworzeniu, jest drogą donikąd. Również „kreatywność“ może pracować jedynie z creatum istniejącego stworzenia.
Tylko wówczas, gdy bycie stworzenia jest dobre, a w konsekwencji zaufanie do bytu jest uzasadnione, człowiek może być w ogóle wyzwolony. Tylko wówczas, gdy Wyzwoliciel jest zarazem Stwórcą, może w ogóle być Wyzwolicielem. Dlatego dla pytania o nasze działanie decydujące jest pytanie o podstawę naszego bycia: przyszłość możemy zdobyć tylko wtedy, gdy nie utracimy stworzenia.
Powyższe zdanie zamyka całą treść książeczki J. Ratzingera, „Na początku Bóg Stworzył…“
Strona 99 | powrót | góra strony | dół strony |
PIERWODRUKI
Im Anfang schuf Gott. Vier Predigten über Schöpfung un Fall (1981), Erich Wewel Verlag, Donauwörth 1986.
Konsequenzen des Schöpfungsglaubens. Wykład z okazji święta św. Tomasza na Wydziale Teologii Katolickiej Uniwersytetu w Salzburgu, 14 III 1979, Anton Pustet Verlag, Salzburg 1980
Tytuł oryginału: „Im Anfang schuf Gott. Vier Predigten über Schöpfung und Fall“ (1981) „Konsequenzen des Schöpfungsglaubens“ (1979)
| Przedmowa | 7 |
|---|---|
| Uwaga na temat nowego wydania | 11 |
Kazanie pierwsze | |
| BÓG-STWÓRCA | 13 |
| 1. Różnica pomiędzy formą i treścią w opowieści o stworzeniu | 17 |
| 2. Jedność Biblii jako kryterium jej interpretacji | 20 |
| 3. Kryterium chrystologiczne | 25 |
| Kazanie drugie | |
| SENS BIBLIJNYCH OPOWIEŚCI O STWORZENIU | 29 |
| 1. Rozumowość wiary w stworzenie | 32 |
| 2. Trwałe znaczenie symbolicznych elementów tekstu | 35 |
| Kazanie trzecie | |
| STWORZENIE CZŁOWIEKA | 47 |
| 1. Człowiek - wzięty z ziemi | 50 |
| 2. Obraz Boga | 51 |
| 3. Stworzenie i ewolucja | 55 |
| Kazanie czwarte | |
| GRZECH I ODKUPIENIE | 63 |
| 1. O grzechu | 66 |
| 2. Obraz Boga | 69 |
| 3. Grzech pierworodny | 74 |
| 4. Odpowiedź Nowego Testamentu | 76 |
KONSEKWENCJE WIARY W STWORZENIE | 79 |
| 1. Zapomnienie o wierze w stworzenie w myśli nowożytnej | 83 |
| 2. Trzy formy ukrycia idei stworzenia w myśli współczesnej | 91 |
| 3. Wiara w stworzenie jako antropologiczna decyzja podstawowa | 94 |
Pierwodruki | 99 |


*|🔝góra↑| 👈↩ | 🏡 | Święci | Paruzja | zło | walka | cel | wiara |♣ nadzieja ♣|♥ miłość ♥|♥ miłosierdzie ♥| iskra | radość |♣ 🌿 ♣| modlitwa | grzech | 👹 | W |*